Marmolada, Chleb i Kawa – bistro pełne niespodzianek

Osiedle Garnizon to miejsce, gdzie niejeden chciałby zamieszkać. Takie w każdym razie wywarło na nas wrażenie. Wyszliśmy na spacer celując w ulicę Wajdeloty, ale koniec końców dotarliśmy aż tutaj. Nie wiem jak Szamanka, ale było mi to na rękę. Znaleźliśmy się bowiem w zupełnie nowym miejscu, które powitało nas prawdziwie świąteczną atmosferą.

Już z daleka widzieliśmy fantastycznie rozświetlony lokal. Przed witryną postawiono srebrzyste choinki, a za nimi „Marmolada, Chleb i Kawa”. Nazwa wybornie nas rozbawiła, ale i zachęciła do wejścia do środka. Weszliśmy. Nie żałowaliśmy.

Wyjątkowe bistro w sercu Garnizonu

Wewnątrz, pomimo, że lokal nie jest duży, jest bardzo wiele miejsca. Sprytne rozwiązanie z antresolą pozwoliło na dodanie do niewielkiego bistro kilku dodatkowych stolików. Zaczekaliśmy na kelnera. Zapytał, czy chcemy usiąść na górze, czy na dole, na kanapie. Oczywiście, że na kanapie! Rozgościliśmy się po wielkopańsku i zaczekaliśmy chwilę na menu. Jak już je otrzymaliśmy to byliśmy nimi urzeczeni. Cienka deska do krojenia i do niej na sznurku kilka zalaminowanych kartek. Proste i ładnie wyglądające rozwiązanie.

Wybraliśmy „Devolay z frytkami z batatów” oraz dzisiejsze danie specjalne, czyli krem z dyni oraz dorsz podany z talarkami i surówką. Nie wiem, czy wiecie, ale co kilka dni oferta specjalna jest zmieniania. Jakbyśmy dotarli tu przedwczoraj to mielibyśmy okazję posmakować wybornego burgera. Na całe szczęście dostaliśmy możliwość porozmawiać na jego temat i więcej, przygotowano jeden specjalnie dla nas – tym chwycili mnie za serce. Do tego kawy: „Orzechowy wykręt” i „Mck”. Jako że natura próżni nie lubi zaczęliśmy pstrykać zdjęcia czekając na nasze zamówienie. Ku naszemu zaskoczeniu, choć w lokalu było wiele osób, dość szybko zostaliśmy obsłużeni.

Kawy zostały podane w wysokich szklankach, obficie omaszczone bitą śmietaną i dodatkami. Smakowały doskonale. Tak samo obiad, który moment później otrzymaliśmy. Przy następnej okazji będziemy musieli zorganizować sobie jakiś kwestionariusz oceny, albo w ogóle pomyśleć jak oceniać to co jemy i pijemy. Bo przecież nie mogę ciągle pisać, że wszystko było pyszne, wyborne, cudowne, łechtało nasze kubki smakowe 🙂 Ale faktycznie tak było. Zupa krem z dyni była zwyczajnie pyszna, a dorsz podbił serce Szamanki. Burger wypadł naprawdę rewelacyjnie! Zdecydowanie wrócimy tu jeszcze nie raz.

Bistro warte tego aby do niego wracać

Wyszliśmy zrobić sobie jeszcze jedno zdjęcie na tle lokalu. Zapaliliśmy i ruszyliśmy w drogę powrotną. To był bardzo, ale to bardzo udany wypad. Lokal ma w sobie coś takiego co przyciąga i sprawia, że czujesz się jak w domu. Na mnie w każdym razie wywarło takie wrażenie. Jakbym mieszkał tutaj w okolicy to przychodziłbym tutaj specjalnie z laptopem, siadałbym w kąciku i popijając jedną z kaw pracowałbym nad kolejnymi tekstami. To miejsce ma po prostu dobrą aurę.

Czas pomyśleć nad kolejnym miejscem. Zaplanować jakąś kulinarną trasę i zobaczyć, gdzie i jak nas przyjmą. W ogóle to planujemy zrobić kilka wywiadów w ramach naszego Kulinarnego Szlaku. Chcemy też wyjść nieco z gastronomii i zobaczyć jakieś fajne atrakcje turystyczne, o których mógłbym napisać. Dokąd dotrzemy okaże się już niebawem.

Do zobaczenia na naszym Szlaku!


Facebook

Instagram

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *