Pensjonat i restauracja Admirał

Słowem wstępu, czyli jak to się stało, że wylądowałem na półwyspie helskim

Poranek.

Wychodzę z psem na spacer. Jest spokojnie. Pogoda dopisuje. Idziemy od jednego skweru do drugiego, biała suczka wesoło merda ogonkiem, a ja myślę sobie o jej beztroskim życiu. Czy chciałbym zamienić się z nią miejscami? Nie, zdecydowanie nie. Choć los dał mi ostatnio nieco popalić, czuje się dobrze. To dobry znak. Wizje ożywają na nowo. Wraca pewność siebie i chęć do tworzenia.

Telefon rozbrzmiewa elektryzującą, wręcz porywającą na parkiet muzyką. Szef. Odbieram. Chwila rozmowy. Pada ciekawa propozycja wyjazdu. Pakuję komputer, aparat (starego wysłużonego Nicona D60), siebie samego i idę na pociąg. Pogoda wciąż dopisuje. Jestem mile zaskoczony.

Po godzinie wjeżdżamy na półwysep helski. Jestem tutaj po raz pierwszy, także rozglądam się uważnie. Dostrzegam ciekawy pejzaż. Plaża, a przy brzegu kra faluje w rytmie niewielkich fal. Nieco dalej na wodach zatoki grupa osób uprawia kitesurfing. Podziwiam ich za wytrwałość. Jest wietrznie i przerażająco zimno. Robię zdjęcia.

Pensjonat i restauracja Admirał w Jastarnii to miejsce wyjątkowe za sprawą swojej właścicielki, która tchnęła w to miejsce swojej artystycznej magii

Dojeżdżamy na marinę. Tutaj lód jest znacznie większy. Wychodzimy zaczerpnąć tchu. Pstryk. Kolejne zdjęcia lądują na karcie pamięci. Idę już sam. Chcę dojść na miejsce pieszo i przy okazji zrobić kilka fotografii lokalu z zewnątrz. Muszę przyznać, że jest bardzo charakterystyczny.

Wchodzę na podwórze. Jest tutaj mnóstwo ciekawych dekoracji i rzeźb. Pachnie mi tu duszą artysty. Znajduje plac zabaw. To bardzo fajnie, że pamiętają tutaj o najmłodszych. Rodzice mogą wyjść na ganek i zjeść, napić się kawy, a tymczasem dzieci bawią się na jednej z kilku instalacji. Pomysłowe rozwiązanie.

Restauracja wygląda świetnie i tak jak na podwórzu, jest tutaj wiele interesujących ozdób. Znajduje swoich towarzyszy. Kelner już ich obsługuje. Biorę kluczyki od samochodu i zawracam po swoje rzeczy. Chwilę później grzecznie rozkładam komputer na drugim stoliku i zabieram się za obrabianie zdjęć. Obsługa pyta, czy podać coś ciepłego do picia. Królestwo za gorącą herbatę! Rzucam okiem na kartę. Gunpowder Green Tea. Wiem, co zaraz wypiję.

Degustacja cieszy nie tylko podniebienia, ale i raduje oczy

Rozmawiamy. Każde z nas opowiada o swoich wrażeniach. Po chwili podchodzi do nas kelner. Na stoliku ląduje przystawka: śledzie podane na lokalną modę, ale z nutką improwizacji – bardzo smacznej improwizacji. Następne w kolejce są zupy: rosół, pomidorowa i rybna. Mija chwila jaką głodomory potrzebują na poluzowanie paska od spodni, gdy otrzymujemy główne danie. Wędzony łosoś wygląda bardzo dobrze, podobnie pierś z kurczaka zawijana ze szpinakiem i serem. Wszystko pięknie podane na malowanej zastawie. Na koniec jest deser i tutaj pozwolę sobie na nieco dłuższy opis. Biszkoptowe naleśniki podane z lodami i bitą śmietaną kupiły mnie, po prostu nie zapomnę tego smaku. Jestem wielkim fanem wszystkich naleśnikarni i jeszcze nigdzie, nie jadłem czegoś równie pysznego. Podobnie szarlotka i podane na ciepło maliny z lodami. Coś fantastycznego!

To chyba tyle. Tak myślę, gdy pojawia się natrętna myśl. No przecież miałem napisać coś jeszcze o samym pensjonacie. Fakt, warto o nim napisać kilka słów. Przede wszystkim jest to miejsce bardzo ładne, prezentujące się świetnie na zdjęciach. Oczami wyobraźni wstawiłbym do tych pokoi modelki i popełniłbym niejedną sesję zdjęciową. Do tego te lustra i mnóstwo światła. Fotograf szukający ciekawych wnętrz i pomieszczeń, gdzie mógłby pracować, znajdzie tutaj wszystko czego potrzebuje.

Czas wracać i pora na refleksje.

Pensjonat wygląda bardzo ładnie i oferuje wiele miejsc noclegowych. Dania są podawane naprawdę starannie i trzeba to przyznać, za jego cenę otrzymujemy porządną porcję obiadową. Jest to miejsce warte polecenia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *