Kulinarny Szlak

Santo Porto Magda Gessler

restauracja

Jak co dzień rano, wyszedłem zapalić na balkon. Zastanawiałem się, dokąd tym razem poprowadzi mnie Kulinarny Szlak.  Jego ścieżki zwykle są przede mną ukryte do ostatniej chwili, dopóki nie pada hasło: „ruszamy”. Gdzie ruszyliśmy zapytacie? Tym razem wybór padł na Gdynię, a dokładniej, na restaurację Santo Porto Magda Gessler – brzmi ciekawie, co nie? 

To moja druga wizyta w tym miejscu. Podczas pierwszej miało miejsce spotkanie, którego efektem była okładka nowego wydania kwartalnika „Gastronom Wybrzeża”. Śmiało można powiedzieć, że podczas tamtego razu mieliśmy okazję poznać kilka wyjątkowo ciekawych osób – ale wróćmy jednak myślami do aktualnej chwili.

Podczas drugiej wizyty w Santo Porto chciałem lepiej przyjrzeć się lokalowi, poznać jego obsługę, a co najważniejsze – posmakować tutejszej kuchni.

Pierwsze na co zwróciłem uwagę, to wystrój tego miejsca; kolorowy, w bardzo ciepłych barwach, dobrze podkreślony subtelnym oświetleniem. Obsługa od razu podeszła do mnie zapytać, czy mogą zaproponować mi jeden z licznych stolików. Dziękując uprzejmie wskazałem na czekających na mnie znajomych – w odpowiedzi otrzymałem uśmiech i propozycję czegoś do picia. Nie zastanawiając się ani chwili – bo na dworze mróz tęgi – poprosiłem o nic innego jak o zieloną herbatę.

Przywitałem się ze wszystkimi (a było wiele nowych osób, których nie miałem dotąd przyjemności poznać) i nim zaczęto nas ugaszczać na dobre, popędziłem z aparatami i zacząłem robić zdjęcia, nagrywać krótkie filmiki, słowem: zająłem się drugą rzeczą, do której mam zamiłowanie. Obsługa odprowadzała mnie wzrokiem raz za razem, bynajmniej nie przeszkadzała, a wręcz przeciwnie – pomagała. Co dwie pary oczu to nie jedna i tak, dzięki uprzejmości kelnerki miałem okazję zrobić kilka naprawdę fajnych zdjęć.

Kilka chwil później wróciłem do stolika i zabrałem się obyczajnie do rozmowy i do degustacji. A było co smakować wyznam szczerze… zresztą sami zobaczcie.

Takiej ryby nie zjecie nigdzie indziej

Przystawki:

– Pasty rybne (makrela z pomidorami / pstrąg podwędzany / łosoś z koperkiem) z pieczywem i masłem

– Kalmary baby z chilli, oliwą, pietruszką i czosnkiem

– Przegrzebki z szalotką i masłem

– Grzanki z sosem aioli

Przyznajcie sami, że była to spora porcja przystawek. Zjedliśmy wszystko ze smakiem i co najważniejsze – odkryliśmy nowe. Nigdy dotąd nie miałem okazji spróbować kalmarów czy przegrzebków ani takich past rybnych których nie w sposób opisać inaczej niż FENOMENALNE – podane z pieczywem doskonale wpisywały się w moje (i nie tylko moje) gusta smakowe.

Zupa:

– Zupa bouillabaisse / wywar z owoców morza / okoń / krewetka / koper włoski

Poprosiliśmy wyłącznie o jedną zupę – chcieliśmy zachować jak najwięcej „miejsca” dla dań głównych, których skosztowania coraz bardziej nie mogliśmy się doczekać. Co do samej zaś zupy – trzeba jej po prostu spróbować. Wywar jest klarowny, bardzo smaczny i pełen różności, po których niejeden wyjdzie szczęśliwie syty.

Danie główne:

– Pierś z perliczki z kostka z sosem estragonowym na czerwonym winie

– Amerykański sezonowany stek z antrykotu z sosem Jack Daniel’s

– Stek z polędwicy wołowej z sosem z zielonego pieprzu

– Filet z piotrosza i sandacza podany z licznymi sosami

– Pieczona ryba kurek

– Szynka serrano, ziemniaczki i warzywa grillowane, karmelizowane buraki z musztardą francuską, octem balsamicznym i smażonymi pestkami słonecznika

Po oczach i opiniach wiem, że wszystko to czego nie miałem okazji spróbować, było wyborne. Osobiście najbardziej mi podpasował sandacz i piotrosz z sosami, a także ziemniaczki wraz z grillowanymi warzywami.  Na temat ich podania mógłbym rozpisywać się godzinami, gdyż wierzcie mi lub nie, była to prawdziwa uczta, dla oczu którą z przyjemnością podzielę się z Wami w materiale zdjęciowym i filmowym.

Deser:

–  Beza fiołkowa / mascarpone / rokitnik / Cointreau / owoce

Tylko jeden deser? Owszem – ale za to jaki! Moi drodzy… to było coś fantastycznego! Dawno nie miałem przyjemności kosztować czegoś tak bardzo pysznego. Każdemu, kto będzie chciał doznać smakowej rewolucji, to bezę fiołkową polecam całym sercem – nie zawiedzie się.

Santo Porto to niezwykła kulinarna przygoda

Jak oceniłbym nasze wyjście do restauracji Santo Porto Magda Gessler? Wszyscy byli mocno, ale to bardzo mocno zadowoleni zarówno z obsługi, jakości i smaku dań, oraz możliwości rozmowy zarówno z szefem kuchni jak i pracownikami restauracji.

Przed napisaniem tego artykułu poczytałem nieco na temat samego lokalu w sieci i tutaj muszę przyznać, że opinie mocno mnie zaskoczyły. Nie wiem, naprawdę nie wiem skąd, u niektórych taka doza dezaprobaty wobec tego miejsca. Jeżeli chcecie znać moje zdanie, to naprawdę warto tam pójść i przekonać się na własne oczy i smak. Santo Porto? To mi smakuje!

Od kilku lat prowadzę fanowski projekt Storycraft, gdzie publikuję własne literackie interpretacje obrazów i innych dzieł. Pomijając jednak prywatę, a skupiając się na doświadczeniu, wywodzę się z branży reklamowej. Pracowałem głównie jako grafik dtp oraz wdrażałem mniejsze jak i większe projekty marketingowe. Dzisiaj współpracuję z Gastronomem Wybrzeża, dostarczając rozwiązania z zakresu e-marketingu i web-developingu dla jego klientów. Przy okazji tej relacji założyłem Kulinarny Szlak, aby docierać z naszą ofertą do jak największego grona osób.